Felieton

Czy śmierć jest rozwiązaniem wszystkich problemów?

dn. 01.07.2023 godz.14:58

wezel.png

    Czy to możliwe, że umierając rozwiązujemy swoje wszystkie problemy? Jeżeli nas nie ma, to nie ma też problemów z tym związanych? Ktoś jest zadłużony i ma problem natury finansowej, naraz odchodzi z tego świata. Czy jego problem zniknął? Pewnie nie, ktoś w końcu będzie obciążony zadłużeniem tego człowieka. A jeżeli chorujemy na nieuleczalne schorzenie i umieramy, to rozwiązujemy problem choroby? Przecież ta choroba już nie będzie nas trawić? Moim zdaniem nie rozwiązujemy problemu choroby. Być może indywidualnie człowiek już nie odczuje tej dolegliwości, ale ta sama nieuleczalna choroba, nadal będą trawić innych ludzi. Śmierć jest bardzo zagadkową "postawą" wobec ludzkiego "problemu". Rozwiązaniem byłoby wyleczenie choroby, podobnie jak spłata zadłużenia byłaby rozwiązaniem problemów finansowych.
    Wyobraźmy sobie taką sytuację. Ktoś, np. Isaac Newton, napisałby jakąś bardzo trudną zagadkę. Zostałaby ona zapisana tylko na jednej kartce i leżała w szufladzie przez setki lat. Pewnego dnia ktoś by ją znalał ale nie odczytał. Dałby ją do rozwiązania grupie matematyków. Zanim jednak oni zdążyliby się z nią zapoznać, ktoś powiedziałby w ten sposób: spalmy tę kartkę wtedy rozwiążemy zadanie.
    Rozpocząłby się więc spór, bo inni zaczęliby argumentować, że spalenie kartki wcale nie byłoby równoznaczne z rozwiązaniem zadania. "My po prostu się o tym zadaniu nie dowiemy i ono nadal nie będzie rozwiązane" - argumentowanoy. "Ponadto nikt już na świecie, nigdy nie będzie mógł tego zadania rozwiązać, bo było zapisane tylko na jednej kartce, która zostałaby spalona".
    Oczywiście skłaniałbym się do podanej argumentacji. Spalenie kartki z zadaniem, nie jest jego rozwiązaniem. Podobnie jak jesteśmy chorzy, to choroba jest pewnym "zadaniem" do rozwiązania, więc nasza ewentualna śmierć ("spalenie kartki"), nie jest rozwiązaniem problemu choroby. 

 

Galeria zdjęć

wezel.png